RSS
wtorek, 06 czerwca 2006

zapraszam na kolejną odsłonę bloga - pod adresem:

www.nadziejawkownie3.blox.pl

blog continues on the new site:

www.nadziejawkownie3.blox.pl

19:19, pucipuci
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 29 maja 2006


27-28 Maj

Erasmus Days

Sventoji/Palanga


nasz uroczy 4-osobowy domek

na campingu: zero prysznica (nie licząć węża ogrodowego przytwierdzonego do kranu w pomieszczeniu pół-odkrytym, bez drzwi) i toalety na małysza (model niezwykle popularny na Litwie)

our nice house; no shower in the camping; toilets: a hole in the ground

Luis, Alice, Bjoern

woda w Bałtyku: gorąca/ checking the Baltic water: it's so hot!

wyposażono nas w koszulki o przeuroczym kolorze i jednym rozmiarze dla wszystkich (M dla pań, L dla panów)

erasmus t-shirts: wonderfull colour, one size fits all

Erasmus party

duże piwo znaczy 1 litr... . niezgodność rozmiarówki

in Lithuania big beer means one liter

Marika, Kasia, Bjoern

Alice-Nadia

Polska - Portugalia siem lubią:

(Poland-Portugal: nice combination)

Kasia-Lilia

Nadia-Lilia

Kasia-Tiago

Nadia-Luis

romantyzm do kwadratu: noc na plaży; rozgwieżdżone niebo, szum morza, dwa koce i ewakuacja nad ranem: zimno; ale i tak miło było

almost-night on the beach, under the starry sky; cold but nice

20:44, pucipuci
Link Dodaj komentarz »



Dwie zabawy tematyczne:

lata 70.  lata 80.




w ferworze poszukiwań adekwatnego odzienia, erazmusi oblężyli kowieńskie lumpeksy; a na samej imprezie Polki forsowały Papa Dance, które zrobiło furorę:)

 


Richard from England; najbardziej stylowy ubiór męski

Martyna z Polski

Kasia, kolejna Polka

Martyna

Christian z Niemiec

dwie Polki

10:29, pucipuci
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 maja 2006

22 maja

zabawa spontaniczna w ferworze skłonności do imprez tematycznych

pozwolę sobie nie komentować

Trzy Gracje

21:47, pucipuci
Link Komentarze (1) »
środa, 17 maja 2006

niedziela, 14.05

ORVIDU SODYBA - MUZJEJUS

Moja urocza profesor, w trosce o mój rozwój intelektualny, który podczas pobytu w Palandze nie doświadczył stymulujących bodźców, postanowiła pokazać mi pewne ciekawe miejsce. Wprawdzie był to kawałek od rzeczonej Palangi i akurat niekoniecznie po drodze do Kowna, ale miejsce jest absolutnie warte uwagi.

Orvidu Sodyba był artystą, dziwakiem, zakonnikiem (pod koniec życia wstapił do zakonu) a przede wszystkim człowiekiem z niesamowita osobowością. Mieszkał w małej wiosce i rzeźbił w kamieniu, jednak jego praca nie była nastawiona na dochód, co wpędzało we frustrację rodzinę. Z czasem wokół niego zaczęli gromadzić się specyficzni ludzie, alkoholicy, narkomani, filozofowie, malarze, włóczędzy.. Wokoło domu powstało coś w rodzaju parku rzeźb, coś całkiem niesamowitego. Nagromadzenie kamieni, rzeźb drewnianych i kamiennych, wielkich głazów, roślin, krzyży, spiętrzonych, tworzących różne zakątki, wplecionych w krajobraz. Przestrzeń w nieładzie, swego rodzaju tajemniczy ogród.

Sodyba zmarł na atak serca niosąć ciężki kamień. Dziś przestrzeń wokół domu jest zachowana i tworzy rodzaj muzeum.


02:25, pucipuci
Link Dodaj komentarz »

Palanga, 12-14.05

Bardzo spontaniczny wyjazd dzięki mojej profesor.

Palanga to taki litewski Sopot, nawet i molo jest. Plaża ładna, wokół las (bo przyroda to generalnie jeden z największych atutów Litwy). Jedyne, co zakłóca spokój to tłumy przy- i  (to częstsze) przeodziane, wylegające wieczorną porą na deptaczek z alkoholem w garści (w pobliskim hipermarkecie popołudniem piętrzą się dzikie tłumy). Trafiłam akurat na otwarcie sezonu. Pogoda jeszcze nie do końca letnia, woda oczywiście zimna. Z tych powodów zapewne plaża oblężona nie była, szczęśliwie. Napatoczyły się jednak i jednostki zażywające kąpieli.. brr.

W 1824 roku, Palangę odwiedził Mickiewicz, wtedy nosiła polską nazwę Pałąga. Obraz morza u brzegów Palangi ponoć odnaleźć można w Powieści Wajdeloty.

dokąd nie dotuptał jeż....

W Palandze znajduje się też park założony przez Tyszkiewiczów. W pałacu, który mieści się w parku jest dziś muzeum bursztynu,


Palanga, 12-14.05
02:01, pucipuci
Link Dodaj komentarz »

Wilno 8.05

Cmentarz na Rosie

Tu spoczywa Piłsudski

Centrum Wilna

teatr lalkowy

Budynek Teatru w Wilnie.

Raszewski pisał o nim tak: (...) teatr wileński, w oficynie pałacu Radziwiłłów, otwarty w 1796, do tego teatru w latach studenckich przychodzili Mickiewicz i Słowacki, teatr miał pojemny parter stojący, trzy kondygnacje lóż i galerię

Dziś w owym budynku mieści się muzeum teatru, muzyki i kina

00:43, pucipuci
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 16 maja 2006

Druskienniki, 7.05

Mniejsza o to w jaki sposób, ale poznałam w Kownie Polkę. Julię. Nieerazmusowiczkę. Z kolei za jej sprawą spotkałam kolejne dwie rodaczki, Martynę i Anię. Erazmusowiczki, aczkolwiek z drugiego uniwersytetu. W wyjątkowo świąteczną niedzielę, bo i sama niedziela świateczna a do tego jeszcze i dzień matki, wybrałyśmy się do Druskiennik. A w Druskiennikach, na dziewczyny czekali znajomi, Japonka i Litwin. Mieszanka dalekowschodniej i środkowoeuropejskiej gościnności zakutkowała wybuchowo. Po zapakowaniu się do samochodu, który niestety nie był już tak gościnny jak właściciele i z ledwością pomieścił osób siedem zamiast pięciu, zostaliśmy obwiezieni po okolicznych atrakcjach.

Preludium do atrakcji miał być rynek białoruski (mieszczący się w Druskiennikach), jako, że z Druskiennik na Białoruś, jak i do Polski zresztą, jest rzut beretem. W drodze na ów rynek wyobraźnia nasza pracowała i wypluwała z siebie różne dzikie obrazy w klimacie świńskich łbów sprzedawanych z ziemi,  z gazety. W rzeczywistości owo tajemnicze miejsce było po prostu najzwyklejszym zgromadzeniem straganów z przeróżnym towarem, od cekinowych ciuchów do pokątnie kopiowanych filmów i najdziwniejszym oferowanym towarem była chyba maść z borsuka, czy innego stworzenia, tudzież chałwa ze słonecznika, której smak przywodził lata wczesnej młodości, co jednak równoznaczne ze smacznością nie jest.

Pierwszym gwoździem programu był Grutas Parkas, kuriozum i przytulisko dla wszystkich Stalinów, Leninów i Dzierżyńskich,  którzy w latach swej świetności opromieniali place i aleje a potem skończył się ich czas. W Gruto Parku całkiem się mają dobrze i dodatkowo zarabiają na siebie.

A może ciekawsze od samego parku, który dla nas egzotyki specjalnej nie stanowił, było wymieszanie kulturowe naszego kolektywu. Bo tworzyły go nacje różnorakie: Japonka, Norweg, i Litwin, i wreszcie my, Polki.  Norwegowi z kolei wszystkie te "atrakcje" parku jawiły się nieco jak żyrafy w zoo i opuścił miejsce owo z ulgą, że właśnie tak może mu się to dziś jawić.

W parku również znajduje się małe zoo i plac zabaw dla dzieci. Z huśtawkami na jakich bawić się mogli nasi rodziciele, a których atrakcyjnością nie tak znów wiele współczesnych placów zabaw może się poszczycić.

Jak już wspomniałam, oprócz tego, że nasza wizyta w Druskiennikach przypadła na niedzielę, to do tego święto było podwójne ze względu na przypadający dzień matki (każda pierwsza niedziela maja) a do tego wszystkiego leniwości przydawała jeszcze perpektywa wolnego poniedziałku. Bo od niedawna wprowadzono na Litwie ustawę nakazującą zwrot dnia, jeśli święto przypadło w dzień wolny. A że na przykład takiej sytuacji iż dzień matki zawsze wypada w niedzielę i zawsze poniedziałek więc musi był zwrócony, nie przemyślano.. cóż. Z Litwinami dzielimy widać upodobanie do przedłużania świąt do kresu możliwości.

Zatem,  ze wględu na powyższe, wszystkie muzea zostały zamknięte na cztery spusty, pozostało nam jeno podziwiać naprawdę urodziwą przyrodę i poddać się nastojowi lenistwa.

Pomnik bohatera narodowego, wszechstronnie uzdolnionego Ciurlionisa, malarza, pianisty.. Większość jego prac znajduje się w muzeum w Kownie. W Druskiennikach planowaliśmy odwiedzić jego dom-muzeum, ale niestety się nie udało.

W tym miejscu, ponoć, Ciurlionis często szkicował

A blisko tego miejsca przebiegała kiedyś granica z Białorusią. Dziś tylko pozostał jej szkielet

mistyczna toaleta w pobliżu.

cmentarz

Polki

kolektyw nasz

kaczce się coś stało.

23:54, pucipuci
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 maja 2006

Pod moją nieobecność, Kowno wywiośniało. Zalegające resztki śniegu stopniały ostatecznie i zaczęło pachnieć wiosną. Podróż miałam mocno upierdliwą. Ostatecznie dotarłam rannymi sobotnimi godzinami dwudziestego dziewiątego kwietnia i jedynym, na co mogłam się zdobyć był prysznic i sen. Niestety, sen okazał się nieregenerujący w żadnym aspekcie, przez co resztę soboty przechodziłam rozdrażniona i rozbita.

W całym tym zamęcie, jaki moim wewnętrzem miotał, wyszłam na spacer i jakimś tafem odkryłam całkiem wspaniały zakątek. Tuż za przybytkiem konsumpcji, kompleksem Molas, w którym mieści się między innymi główny zaopatrzyciel erazmusów, hipermarket Maxima, rozciąga się rzeka Niemen
a zaraz za nią las. Zakątek jakby wyrwany z rzeczywistości miejskiej. Inni zapewne odkryli to miejsce wcześniej, jednak dwa tygodnie, które spędziłam (jednoznaczne ze: zmarnowałam) w kraju, przypadły akurat na czas transgresji straszno-zimowej pory w tą lepszą, wiosenno-letnią. Zatem po powrocie
w przyśpieszonym tempie odkrywałam uroki wiosennego Kowna.

Wraz z nastaniem maja, grono erazmusów, postanowiło urządzić wspólne konsumowanie żywności nad rzeką Niemen, w owym uroczym zakątku za kompleksem Molas. Kolektywnie uczyniliśmy zakupy spożywczo-techniczne
w Maximie, jednak pogoda pokrzyżowała nam plany i zamiast słońca uraczyła nas wiatrodą. Radzi, nieradzi, w każdym jednak razie niezniechęceni wróciliśmy do akademika i rozpoczęliśmy wspólne grilowanie na balkonie piątego piętra. Szczęśliwi ci, którzy nie mieszkali w tamtej części. Inni, którym w tej kwesti mniej się powiodło, musieli długo zmagać się z wietrzeniem. Jednak jednym i drugim, małe niedogodności wynagrodziła niezaprzeczalna przyjemność bycia razem, poczucia jedności i przynależności w jakże zróżnicowanej, a jednak potrafiącej odnaleźć wewnętrzne więzi, grupie.

01:40, pucipuci
Link Dodaj komentarz »